Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą - Paul Theroux
Blog > Komentarze do wpisu
Monteverde / La Fortuna, 09.08, czwartek

Śniadanie jadłem ze ściśniętym żołądkiem – tuż po śniadaniu jedziemy na canopy – taki park linowy. Trochę się tego obawiałem, bo niektóre odcinki lin mają nawet 1 km długości, a liny są zawieszone na wysokości nawet 180 m nad poziomem terenu. Kilka osób też miało wątpliwości (tylko jedna osoba zdecydowała się zostać w hotelu), ale zapewniono nas, że po trzech pierwszych odcinkach można się wycofać i zwracają nawet wtedy pieniądze (40 USD).

Szczerze mówiąc, to najgorsze było to szkolenie, a potem już było fajnie. Nikt nie zrejterował po 3 pierwszych linach. Ja zaliczyłem wszystko poza tzw. skokiem Tarzana oraz nie zdecydowałem się na pokonanie ostatniego najdłuższego odcinka w pozycji na Supermana (zawieszonym się jest na linie za plecy i nogi). Wolałem ten odcinek pokonać klasycznie, ale nie byłem w tej decyzji odosobniony. W sumie fajna zabawa, choć te podchodzenie z całym tym sprzętem do poszczególnych platform dało nam trochę w kość. Pogoda też dopisała – było parno i pochmurno, ale czasami nieśmiało zza chmur wychodziło słońce.

Po powrocie były 2 godziny wolnego czasu i poszliśmy z PN do centrum Monteverde zrobić jeszcze jakieś zakupy i coś zjeść. Kiedy wracaliśmy, to tak lunęło naraz z nieba, że ledwo dobiegliśmy do pierwszego hotelu i niego zmuszeni byliśmy zamówić taksówkę by wrócić do naszego. Pogoda tu jest jednak nieprzewidywalna. Tzn. wiadomo, że będzie padać, ale kiedy to nikt nie wie.

Po południu pojechaliśmy do miejscowości La Fortuna u stóp wulkanu Arenal. Droga była dość skomplikowana – najpierw drogami gruntowymi busem do jeziora Arenal, potem łodzią na drugi brzeg jeziora i znów busem do miejscowości. Po drodze wyszło nawet słońce i można było podziwiać krajobrazy z niesamowitą zielenią i wulkanem Arenal w tle. Niestety podczas rejsu łodzią znów zaczęło lać i lało praktycznie do końca dnia. Trochę za dużo tu tego deszczu – przynajmniej jak na mój gust.

Wieczór spędziliśmy w źródłach termalnych (ogromny kompleks z basenami i wodospadami z wodą o różnej temperaturze) pławiąc się w basenach w ulewnym deszczu w świetle błyskawic i odgłosów piorunów. Bardzo fajne miejsce, ale i cena też fajna – sam wstęp 20 USD, posiłek kolejne 12 USD. Ale bez przesady – po drodze mijaliśmy inny kompleks źródeł termalnych i tam sam wstęp kosztował zaledwie… 70 USD. Cóż gringo z USA mają kasę, więc ceny są pod nich.

Zdjęcia – na canopy, wulkan Arenal, jezioro Arenal

canopy w Monteverde

wulkan Arenal

Lago de Arenal

sobota, 25 sierpnia 2012, piero70

Polecane wpisy