Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą - Paul Theroux
Blog > Komentarze do wpisu
Gran Tour Fuerteventura, 14.02, wtorek

Dziś prawie cały dzień spędziłem w busie – z krótkimi przerwami na zwiedzanie. Ale po kolei – prysznic, śniadanie. Nie, śniadania nie było, bo nie podają przed 8H00, a rezydent zapomniał zarezerwować dla nas suchy prowiant. Coś nam tam na szybko dali (głównie jabłka z Polski), ale to trochę takie mało profesjonalne było. Rezydent zapomniał…

Jedziemy do miejscowości Playa Blanca, skąd promem przepływamy na Fuerteventurę. Tu mijamy kolejne miejscowości, o których opowiadała pilotka. Nie wiem po co mówić co w nich można zobaczyć, jak się w nich nie zatrzymujemy. Chyba tylko by wzbudzić niedosyt czy złość. Pierwszy przystanek był na miejscu widokowym, a następny na farmie, gdzie degustowaliśmy kozie sery. Tak – sery, aloesy i inne takie rzeczy są nam wprost niezbędne do poznania i zobaczenia wyspy.

I prawie cała ta dzisiejsza wycieczka tak wyglądała – zwiedzanie było tylko w dwóch miejscach – w Betancuria (pierwszej stolicy wyspy), portowym miasteczku Ajuy (czytaj achuj) plus krótki postój przy wydmach Corralejo. Wszystko w biegu, tak po 30 minut na „zwiedzanie”. Po drodze był jeszcze obiad, ale dobry (szwedzki stół + wino). Też ciekawostka - obiad był prawie na południowym krańcu wyspy, a tam nic nie zwiedzaliśmy. Po jaką cholerę więc jechać na obiad tak daleko na południe (i potem wracać) - sorry, ale nie "ogarniam" jak mówią młodzi.

Pomysł by zwiedzać sąsiednią wyspę nie jest najszczęśliwszy, bo te dojazdy do portów, przeprawy promowe, itp. długo trwają. A jeszcze te przeklęte wizyty sponsorowane. Ale niestety ta wycieczka była w cenie pobytu (wg katalogu kosztuje 72,50 €). Zły jestem, bo wszystko w biegu. Za to pogoda ładna, te „zwiedzane” miejsca ciekawe, a sama Fuerteventura jest zupełnie inna niż Lanzarote – i to jest zaskakujące i chyba jedyny plus takiej eskapady.

Do hotelu wróciliśmy zmęczeni o 20H00. Jeszcze po kolacji pooglądałem mecz Ligi Mistrzów Paris-SG vs Barcelona. I miła niespodzianka – paryżanie wręcz „rozjechali” Katalończyków 4-0. Hi, hi. Idę spać.

Zdjęcia – kościół Santa Maria (Betancuria), panorama Ajuy, wydmy Corralejo

kościół Santa Maria (Betancuria)

panorama Ajuy

wydmy Corralejo

niedziela, 19 lutego 2017, piero70

Polecane wpisy