Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą - Paul Theroux
Blog > Komentarze do wpisu
Wulkan La Corona / Teguise, 16.02, czwartek

Na śniadanie idziemy już z plecakami, ale wyjazd już o 8H30. Okazało się, że jedziemy w czwórkę małym busem (drugi bus dojedzie na miejsce z innej miejscowości). Na spotkaniu z rezydentem po przyjeździe przekazano nam, że prócz trekkingu będzie obiad w Teguise. I znów otrzymaliśmy nieprecyzyjne informacje od rezydenta. Nie będzie obiadu – tylko suchy prowiant, a zwiedzania Teguise też nie będzie. Po prostu i taka jest Itaka.

Za to wulkan La Corona (602 m n.p.m.) fajny, trekking średnio trudny. Z miejscowości Ye wspieliśmy się na koronę wulkanu, a potem zeszliśmy obchodząc górę wokół. Po pikniku (bułka, banan i woda), tzw. Camino de Guatinafay wędrowaliśmy nad urwistymi klifami nad plażą Famara, a widoki na pobliski archipelag były wspaniałe z wyspą La Graciosa na pierwszym planie. Pogoda dziś była rewelacyjna – słońce, lekki wiatr, dobra widoczność. Spaliło nas nieźle na szlaku. Ok. 14H30 wróciliśmy do Ye.

Po drodze rozmawiałem z ludźmi z mojego busika czy chcemy wracając się zatrzymać w Teguise. Ludzie byli na tak, tylko przewodniczka na początku nie bardzo chciała się na to zgodzić. Ale mówię jej, że nam powiedziano, że to miasteczko ma być w programie i Sara się zgodziła. Nawet nas oprowadziła po miasteczku – kościół Matki Boskiej z Guadalupe, urocze uliczki wokół. Trochę porozmawiałem z Sarą i ta mi powiedziała, że niestety często „ludzie z Itaki” skarżą się na nieprecyzyjne informacje co do programu wycieczek (organizatorem tego trekkingu była miejscowa agencja, nie Itaka). Czyli jednak – ciemny lud pracujący wszystko kupi. Szczerze mówiąc to chyba w ogóle jest skandal, że ktoś chce coś tam zwiedzać a nie leżeć jak foka na plaży. Problem z takimi jest tylko.

Na pożegnanie wynagrodziliśmy Sarze jej grzeczność – dostała godziwy napiwek (po 5 € od łebka) i bardzo zadowoleni wróciliśmy do hotelu na kolację. Wreszcie dziś można było nacieszyć się do woli miejscowymi atrakcjami – nieśpiesznie, w małej grupie. Jakże różnie niż poprzednio – wszystko w biegu celebrując komercję (sklepy z aloesami, serami, itp.). Co ciekawe niektóre te rzeczy, które miały być takie oryginalne i do kupienia tylko w tych sklepach można było kupić znacznie taniej w miejscowych supermarketach. Tak się „doi” ciemny lud.

Dobra, ale Teguise „zaliczyłem”, więc jutro ponowię próbę dotarcia do Playa Blanca – to chyba jedyna rzecz, którą jeszcze warto tu zobaczyć. A pogoda ma być znów piękna. Trochę też czuję te dzisiejsze słońce.

Zdjęcia – wulkan La Corona, widok na wyspę La Graciosa, główny plac w Teguise

wulkan La Corona

widok na wyspę La Graciosa

główny plac w Teguise

niedziela, 19 lutego 2017, piero70

Polecane wpisy