Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą - Paul Theroux
Blog > Komentarze do wpisu
Wylot, 11.02, sobota

Tradycyjnie „zarwałem” noc. Położyłem się po 22H00 (muszę wstać o 3H00), ale nie udało mi się zasnąć. Więc po 23H00 wstałem i walczyłem z sennością. Nawet o 02H30 z psem poszedłem na pożegnalny spacer. Ale zimno!

Po powrocie na dworzec, skąd odjeżdża autobus na lotnisko. Na miejscu dwie godziny nudy, ale potem już było OK. Tylko oczy się zamykały. Odprawa, boarding i… zasnąłem w fotelu samolotu. Nawet startu nie pamiętam. Obudziłem się dopiero na godzinę przed lądowaniem. Samo lądowanie na Lanzarote także mnie „obudziło”, bo z powodu bardzo silnego wiatru bardzo mocno rzucało samolotem tuż przed lądowaniem. Ale się udało.

Na lotnisku podzielili nas na autobusy – ja jadę do miejscowości Puerto del Carmen (tam mam hotel) i jako jedyny wysiadałem przy „moim” hotelu. Na miejscu okazało się, że mam All inclusive, choć za niego nie dopłacałem. No i „jedynkę” – też nie dopłacałem. Super. Hotel generalnie w stylu „późnego Franco”, ale w gorszych bywałem. Kolacja dobra, piwo czy wino do niej serwują. Pewnie, że można by było się „czepiać” – że wołowina za twarda, a rybka za słona (wziąłem wszystkiego po trochu), ale to dla mnie sprawy drugorzędne. Grunt, że mam gdzie mieszkać, blisko do przystanku autobusowego, a reszta… Tylko pogoda na razie dość kiepska.

Czas spać. Prócz tych kilku godzin snu w samolocie, to nie spałem od ponad 36 godzin. Oczy same się zamykają.

Zdjęcie – mój hotel w Puerto del Carmen

mój hotel w Puerto del Carmen

niedziela, 19 lutego 2017, piero70

Polecane wpisy