Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą - Paul Theroux
Blog > Komentarze do wpisu
Wylot, 28.07, piątek

Sam wylot mam o 6H20 z Okęcia, więc podróż tym razem zaczynam już w czwartek 27.07. Popołudniowym pociągiem jadę do Warszawy. Pierwotnie chciałem „nocować” na lotnisku, ale znajoma AW skutecznie wybiła mi to z głowy i zaprosiła do siebie. Przy łososiu i winie wspominaliśmy wspólne wyjazdy. Niestety trzeba było wcześnie kłaść się spać, bo komórka nastawiona na 3H00, ale kolacja urocza – dzięki AW!

Wstałem, AW zrobiła mi nawet jajecznicę na śniadanie i jadę taksówką na Okęcie. W Warszawie pada – mam nadzieję, że to ostatni deszcz na trasie, hi, hi. Potem odprawa, lot do Paryża (lecę Air France). Na Roissy-CDG było trochę nerwów, bo przy bramkach do kontroli paszportowej były ogromne kolejki, a na przesiadkę miałem mało czasu. Na szczęście lot do Limy był opóźniony, bo tak bym chyba nie zdążył. Ale udało się.

Sam lot jak zwykle długi (12 godz.), ale pospałem trochę i z godzinnym opóźnieniem ląduję w Limie. Bagaż doleciał, kontroli bagaży nie miałem (a trochę produktów żywnościowych z Polski dla PW wiozłem – teoretycznie jest zakaz przewozu żywności między kontynentami). Tylko przy odprawie paszportowej facet oglądając mój paszport spytał się mnie na ile dni tym razem przyjechałem, ale długo musiał przewracać strony paszportu z różnymi pieczątkami krajów latynoskich by trafić na pustą stronę.

Ciemno już. Na lotnisku zamówiłem tzw. taxi seguro i tu zaczęły się jaja. Dziś w Peru jest święto narodowe i całe centrum jest zablokowane dla ruchu kołowego (a hotel mam w samiutkim centrum – Hotel España). Facet wysadził mnie więc kilka przecznic od ulicy, przy której mam hotel i musiałem z tymi plecakami przeciskać się przez tłumy miejscowych. Nawet trochę pobłądziłem (ostatni raz byłem tu 7 lat temu), ale dotarłem.

Na recepcji odebrałem klucze od pokoju, w sklepie obok kupiłem sobie piwo i po chwili zjawił się PW (pilot i współspacz w jednej osobie), który zaprosił mnie do knajpy na drinka (pisco sour), gdzie wraz z całą grupą świętowaliśmy wieczór zapoznawczo-pożegnalny (część ludzi kończy przygodę z Peru po zwiedzeniu części południowej z Boliwią). Współczuję im, bo ja akurat zaczynam aventurę, ale sądząc z humorów, to pierwsza część wyprawy się udała. Czas spać – różnica czasu wynosi 7 godz.

Zdjęcie – bazylika San Francisco

Lima - kościół San Francisco

sobota, 19 sierpnia 2017, piero70
Tagi: ameryka Peru

Polecane wpisy