Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą - Paul Theroux
Blog > Komentarze do wpisu
Deadvlei / Sossusvlei, 16.08, czwartek

W nocy parę razy się budziłem, bo było strasznie zimno. O 5H30 pobudka, kawa i jedziemy 60 km w głąb parku na wschód słońca w Deadvlei (Martwa Dolina). Brzask był już wcześniej, ale sama dolina Deadvlei niesamowita – uschnięte stare akacje na tle czerwonawych wydm, a w górze błękit nieba. Zimno koszmarnie, ale ludzi niewiele.

Kto miał ochotę, to mógł się powspinać jeszcze na największą z wydm – Pik Bobby (362 m wys. względnej), reszta spokojnie eksplorowała okolicę Sossusvlei. Ludzi coraz więcej i to ze wszystkich krajów świata (głównie Niemcy i Włosi). Jeszcze w drodze powrotnej był postój przy słynnej wydmie Dune 45 i wracamy na kemping na późne śniadanie (a raczej brunch, bo już 12H00).

Potem pakowanie, zwijanie śpiworów, składanie łóżek i o 14H00 wyjeżdżamy w kierunku Swakopmund (ok. 320 km, z czego 90% po szutrze). Po drodze były krótkie postoje – m.in. przy Zwrotniku Koziorożca czy Kanionie Kuiseb, ale do Swakopmund dotarliśmy już po zmroku, po 19H00. Za to tu mamy hotel, i to na dwie noce – super ! Czas docenić zdobycze cywilizacji – łóżko z pościelą, ciepła woda, elektryczność, he, he.

Na kolację udaliśmy się do restauracji – Kücki’s Pub, gdzie każdy mógł sobie coś wybrać z karty do 200 NAD (miejscowa waluta, napoje płatne osobno). Ja wybrałem sobie krewetki i kalmary w sosie piri-piri. Rewelacja – palce lizać, i to dosłownie ! Do tego lane piwo Hansa. Cóż więcej potrzeba do życia ?

Zdjęcia – Deadvlei (2 zdjęcia), Dune 45 w Sossusvlei

Deadvlei

Deadvlei

Dune 45 w Sossusvlei

piątek, 31 sierpnia 2018, piero70
Tagi: Namibia Afryka

Polecane wpisy